07 września 2017

Lagom - szwedzka sztuka życia

Wydawane ostatnio książki o skandynawskim szczęściu i skandynawskiej (a nawet polskiej!) sztuce życia (klik!) są do siebie podobne - podobny format, sztywna okładka i dość sztywny papier, kartki pełne ilustracji, zdjęć, wykresów, infografik, ramek z faktami, ważnymi cytatami z tekstu wydrukowanymi raz jeszcze ale większą czcionką. Hygge, które od zeszłego roku pojawia się wszędzie w rozmaitych kontekstach, tak że - jak to się mówi - niedługo strach będzie otworzyć lodówkę, zniechęciło niektórych do szukania szczęścia wśród mieszkańców Północy, którym w zasadzie chyba tylko świece i koce w głowie. Wciąż zastanawiam się, jak "hyggemania" wpłynęła na obraz Skandynawii w ogóle. Byłam więc dość sceptycznie nastawiona do poradnika na podobną modłę, tyle że w duchu szwedzkim, nie duńskim. Tym bardziej, że już wcześniej spotykałam się z nazywaniem lagom trendem i to w dziedzinach, w których kompletnie się tego nie spodziewałam.



Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że sama "czuję", o co chodzi z tym całym lagom. Poznałam to słowo po prostu jako... słowo. Kiedy ktoś w restauracji zamawiał lagom stark danie (czyli średnio ostre) albo kiedy dyskutowało się o tym, że egzaminy powinny być ułożone på en lagom nivå, na średnim poziomie, nie za wysokim, nie za niskim. Czyli, jak widzicie, zero "filozofii", "sekretu życia" czy "etosu". Oczywiście, nie raz prowadziło się wokół lagom językoznawcze debaty o (nie)przetłumaczalności i czytało się, że Szwecja to takie landet lagom, kraj lagom, co łączono z prawem Jante i ideałami tolerancji, demokracji i równouprawnienia, hasłami ważnymi współcześnie dla tego kraju. O landet lagom niektórzy znajomi wypowiadali się też raczej z przekąsem, a i z telewizyjnej ankiety sprzed kilku lat wynika, że nie wszyscy Szwedzi reagują na to hasło hurraoptymistycznie. Tymczasem w tym roku, Elle i Vogue okrzyknęły lagom nowym buzzwordem, trendem, no ogólnie: jest hype na lagom.

Książka Linnei Dunne ładnie się w ten hype wpisuje i jest ładnie wydana. Ze spójnymi ilustracjami w odcieniach natury, odwołująca się do kwestii ważnych i codziennych: życie prywatne i zawodowe, jedzenie, styl, zdrowie, relacje międzyludzkie, środowisko i szczęście. Odnoszę wrażenie, że powinno się ją oceniać osobno, w dwóch różnych kategoriach, jakby były dwiema osobnymi pozycjami, z innych półek.

Lagom. Szwedzką sztukę życia można odebrać jako superprzyjemną książkę o urokach szwedzkiego życia. Zdjęcia i grafiki są trochę jak z folderu z biura turystycznego albo katalogu IKEA, z uśmiechniętymi rodzinami i pracownikami. Podobał mi się cytat z początku książki, który wydawał mi się zapowiedzią dystansu do tematu, szwedzką autoironią:

"Może i Szwedzi nie są najszczęśliwszym narodem na świecie, ale nieodmiennie plasują się w górnej dziesiątce najróżniejszych rankingów zadowolenia. Oto koronny przykład szczęścia w stylu lagom - umiarkowania, a nie euforii i uniesienia, a już zdecydowanie nie samozadowolenia."

Uśmiechnęłam się szeroko, kiedy autorka jako jedną ze swoich inspiracji przywołuje postać Jonasa Gardella. Z Linneą Dunne mogłybyśmy sobie nawet przybić piątkę, bo tak skrupulatnie prezentuje ciekawe słowa - w książce znaleźli się nawet lattepappor, tatusiowie latte! Nie zabrakło oczywiście fragmentów o tym, co przyjemnie jest robić w Szwecji, a więc obowiązkowo fika, fredagsmys, lördagsgodis (choć piątkowe zajadanie się taco czy sobotnie wcinanie słodyczy z lagom mi się aż tak bardzo nie kojarzą)zakupy na loppis, a w sezonie uczty rakowe (kräftskivor) czy granie w kubb. Czyli wszystko, co tak mi bliskie i o co tak często sama jestem dopytywana. Autorka porusza też kwestię szwedzkiego work-life balance, fenomen zrzeszania się w społeczeństwie uznawanym za indywidualistów i frapujące obcokrajowców wspólne pranie. Jeśli podobała się Wam Nordicana Kajsy Kinselli, na pewno spodoba się Wam Lagom Linnei Dunne.

Dunne zapunktowała u mnie też opisem "ciemnych stron lagom", tu w książce jednoznacznie, w czarno-białym ujęciu, nazwanych mitami wokół lagom. Że niby gloryfikuje przeciętność. Że wprowadza policję obyczajową. Że potępia pewność siebie.

Z drugiej strony, warto pamiętać, że książka o lagom to wciąż lektura, którą można znaleźć na półkach oznaczonych etykietami "poradniki", "rozwój osobisty" czy "psychologia". W tych kategoriach wypada blado. Po pierwsze, nie do nie do końca rozumiem ideę zamieszczania przepisów kulinarnych w poradnikach tego typu. Po drugie, lagom, tak jak pisałam, dla mnie ma trochę inny wymiar, ale jeśli już ma urastać do rangi "filozofii" i "etosu" to trochę nie pasuje mi przykładanie ich do banalnych i często bardzo materialnych kwestii. Ale to może tylko moje odczucie. Oto wybrane cytaty z poradnikowej części, które pokazują, jak można wprowadzić lagom do swojego życia:
- "pamiętaj, żeby zawsze mieć w domu dużo świec",
- "szwedzkie tacos podnoszą samoobsługę do rangi sztuki",
- przejdź "na zieloną stronę mocy", a więc zostań wegetarianinem / weganinem, "choć trend wege nie jest wyłącznie szwedzki",
- "myśl piknikowo",
- "quiche dobrze pasuje do podejścia lagom",
- "uzupełnij stylizację prostym koczkiem, który kilka lat temu ochrzczono »kokiem Lykke Li«"
- "jedna ściana z kolorem albo tapetą jest akceptowalna, ale cały pokój to trochę za dużo. Jedna ściana jest lagom"
- "zacznij robić na drutach"
- "husvagnssemester - to najbardziej lagom urlop, jaki możesz sobie wyobrazić"
- "zgodnie z etosem lagom recycling nie powinien być trudny"

Inną rzeczą jest, że trochę smuci mnie, że potrzeba poradników, by dziś przypominać nam o prostych rzeczach, prostych przyjemnościach. Zgadzam się natomiast w stu procentach z pewnym zdaniem z książki, które podsumowuje tę całą lagom-filozofię: "Szczęście w sensie lagom nie polega na ekstremach". Prawda?



Linnea Dunne Lagom. Szwedzka sztuka życia (Lagom. The Swedish Art of Balanced Living)
Wydawnictwo Burda Publishing Polska
2017
tłum. Agata Trzcińska-Hildebrandt


Na koniec jeszcze fun fact. Pod koniec września wychodzi jeszcze jedna książka o lagom, innej autorki. Tym razem w Marginesach. Czy okładka Wam czegoś nie przypomina? ;)

źródło


25 sierpnia 2017

Szwedzka łacina podwórkowa, czyli 6 ciekawostek o szwedzkich przekleństwach

Dwudziesty piąty dzień miesiąca może oznaczać tylko jedno - ruszamy w podróż W 80 blogów dookoła świata. Tym razem zapnijcie pasy, bo będzie ostro - temat miesiąca jest językowy i padło na... przekleństwa! Szwedzkie przekleństwa to jeden z tematów, których według statystyk bloga najczęściej tu szukacie. Proszę bardzo, dziś specjalnie dla Was: 6 ciekawostek o szwedzkich przekleństwach.




#1 
Niektórzy żartują, że przeklinanie po szwedzku brzmi raczej jak recytowanie wyrwanych z kontekstu fragmentów Biblii. 
W językach świata wulgaryzmy odnoszą się do kilku motywów: części ciała, wydzieliny ciała, stosunków płciowych... Szwedzi klną natomiast najczęściej wokół motywów religijnych. Przekleństwami są na przykład jävlar, fan, satan czyli diabły i szatany, oraz helvete - piekło.



#2 
Jak przeklinać, żeby... nie przeklinać? 
Przekleństwa związane z religią jeszcze jakieś kilkadziesiąt lat temu brzmiały naprawdę bardzo ostro! Z wulgarnego szatana robiono szable (satan → sablar), z diabłów żelazne gwoździe (jävlar → järnspikar) albo... Fabiana (fan → Fabian). To tak jak nasze wszystkie kurze stopy, motyle nogi, cholibki i inne kurczęta pieczone.

#3 
Ewolucja szwedzkiej łaciny podwórkowej 
Kiedy przekleństwa religijne przestały być takim tabu, automatycznie pojawiły się inne zakazane słowa. Teraz tym "ostrzejszym" motywem są wulgaryzmy związane z seksualnością. Prawdopodobnie pod wpływem innych języków, między innymi angielskiego. Ewolucję przeszło też słowo skit (dosł. gówno), które dziś może też stanowić wzmocnienie także pozytywnych przymiotników. Nikogo więc nie zdziwi, kiedy jakiś Szwed będzie zachwycony opowiadał, że na Tinderze poznał skitsnygg dziewczynę (dosł. gównoładną)...



źródło



#4 
The F Word 
W Szwecji zdarza się słyszeć przekleństwa po angielsku, prawdopodobnie dlatego, że ich wydźwięk nie zawsze odpowiada wtedy "kalibrowi" oryginału. Czy to dlatego w Szwecji przeszły takie tytuły Fucking Åmål Lukasa Moodysona (w anglojęzycznej dystrybucji Show me love) albo Aldrig fucka upp Jensa Lapidusa (w polskim wydaniu Zimna stal) i dlatego Robin Bengtsson najpierw śpiewał w swojej piosence I can't go on, że "you look so fucking beautiful", a podczas finałów Eurowizji musiał zmienić wersję na "freakin'"?


#5 
Parszywa dwunastka? 
W skandynawskiej tradycji istnieje "przeklinanie liczbami", na przykład sjutton (17), attan (forma od 18) czy tusan (forma od 1000) - prawdopodobnie pozostałość ze średniowiecza.


#6 
Z zawodu: przeklinacz (i pijak) 
Po polsku mówi się, że ktoś klnie jak szewc, po szwedzku: jak miotlarz (att svära som en borstbindare). Te same zawody, odpowiednio szewc i miotlarz, występują też w związkach frazeologicznych dotyczących nałogowego picia.

Więcej o szwedzkim przeklinaniu możecie oczywiście przeczytać w mojej książce, I cóż, że o Szwecji, w rozdziale zatytułowanym "Zakazane owoce i jabłka niezgody".



Nie byłabym też sobą, gdybym nie poleciła Wam tych dwóch filmików związanych ze szwedzkimi przekleństwami -



Po pierwsze, Martin z jednego z moich ulubionych kanałów The Swedish Lad:




Po drugie: PewDiePe - nie wiem, dlaczego, ale bardzo często zdarza się, że na wieść o moich zainteresowaniach językiem szwedzkim znajomi wysyłają mi filmiki, w których PewDiePie przeklina. Albo kompilacje z gier, kiedy wyrzuca z siebie całe serie dziwacznych połączeń wulgaryzmów, albo te, kiedy opowiada o szwedzkich przekleństwach. Najwyraźniej więc to jest trendy. I pewnie ktoś z czytelników i tak by to podesłał:






Zajrzyjcie, co o rzucaniu mięsem w różnych językach i krajach napisali inni blogerzy!



Austria:


Brazylia:


Chiny:


Dania:

Finlandia:

Francja:

Hiszpania:
Kirgistan:

Niemcy:
Niemiecki w Domu - Przekleństwa po niemiecku

Norwegia:

Polska

Rosja:

Turcja:

Wielka Brytania:
Angielski dla każdego - Angielskie przekleństwa

20 sierpnia 2017

Prasówka Szwecjobloga #2

Oto kolejna porcja szwecjoblogowych internetowych wykopalisk i niusów!




  • Jak nazywają się te warzywa - quiz dla znających szwedzki

Brokuł, jagody goji, oberżyna, acerola, physalis czy oregano - wiele z tych roślin znamy właśnie pod takimi międzynarodowymi nazwami. Okazuje się, że mają swoje szwedzkie odpowiedniki. Ba! Nawet u nas występują pod zwyczajowymi polskimi nazwami. Jeśli nie znacie szwedzkiego i nie możecie rozwiązać quizu, polecam Wam poszukanie tych polskich ekwiwalentów - ja kilka razy nieźle się zdziwiłam!


  • Zlatan bohaterem gry na urządzenia mobilne

Zlatan Ibrahimović to już cały biznes. I to nie tylko związany z piłką nożną. Szwed zadebiutował już w branży odzieżowej, ma też swoją linię perfum. Teraz startuje z grą na urządzenia mobilne: Zlatan Legends, w której jego postać przypomina Iron Mana. Premiera miała miejsce w 17 sierpnia, początkowo będzie dostępna na iOS, zapowiadana jest też wersja na Androida.


  • Co będziemy czytać jesienią
Serwis LubimyCzytać zaprezentował niedawno listę jesiennych zapowiedzi wydawniczych. Miłośników książek, szczególnie miłośników kryminałów, pewnie ucieszy kilka szwedzkich nazwisk. Już 7 września premierę będzie mieć wyczekiwana kolejna część serii Millenium napisana przez Davida Lagercrantza: Mężczyzna, który gonił swój cień (Wydawnictwo Czarna Owca, tłum. Maciej Muszalski). W listopadzie premierę będzie mieć kolejna odsłona tajemnic Fjällbacki, Czarownica Camilli Läckberg (Wydawnictwo Czarna Owca, tłum. Inga Sawicka)

Muszę też podzielić się jeszcze jedną zapowiedzią, szczególnie dla mnie ważną. 8 listopada polską premierę będzie mieć książka Elisabeth Åsbrink 1947. Świat zaczyna się teraz (Wydawnictwo Poznańskie). Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie podczas lektury i wzbudziła równie wiele emocji, kiedy pracowałam nad jej przekładem. Mam nadzieję, że po nią sięgniecie.


  • Wywiad z Martą z bloga Veganama
Blog Marty śledzę od pewnego czasu - zaimponowała mi swoim podejściem do życia, przykuła uwagę pięknymi zdjęciami. Bije od niej spokój i szczerość. W wywiadzie w cyklu rozmów z mamami na emigracji opowiada o życiu w leśnym domku, o pierwszych krokach w Szwecji, rozwoju zawodowym, życiu "po wegańsku". Lubię czytać rozmowy z blogerami, których czytuję/oglądam. To trochę jakby rozsiąść się obok nich na kanapie i posłuchać, co mają do opowiedzenia.


  • Darmowy ebook "Wakacje z blogami"
Stworzyliśmy dla Was ebooka! My, to znaczy część składu grupy Blogi językowe i kulturowe. Zaplanowaliśmy dla Was najciekawsze wycieczki po wybranych miejscach w "naszych" krajach: Francji, Niemczech, Włoszech, Szwajcarii, Szwecji (tu - jak się domyślacie - mój wkład) Wielkiej Brytanii, Czech, Gruzji i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Tak powstało 87 stron wyjątkowego przewodnika ilustrowanego zdjęciami.


  • Nadchodzi wrzesień, a z nim Miesiąc Języków
Czekałam, kiedy wreszcie będę mogła zapowiedzieć Wam to wydarzenie!
Miesiąc Języków to doroczne wydarzenie organizowane przez blogerów językowych i kulturowych dla uczczenia Europejskiego Dnia Języków, 26 września. Ale ponieważ my lubimy języki, rozciągamy świętowanie na cały miesiąc. Przez cały wrzesień będziecie mogli codziennie przeczytać nowe wpisy poświęcone wybranemu językowi lub krajowi, ale połączone tematycznie z językiem polskim i Polską. Co wyniknie z takiego połączenia? Zobaczymy! Ale mamy nadzieję, że zainspiruje Was to do odkrywania i poznawania nowych języków. Żeby nie przegapić wpisów, śledźcie nasz grupowy fanpage na Facebooku, pierwszego września pojawi się pełny harmonogram, z informacjami o uczestnikach i przyjaciołach akcji. Przypomnijcie sobie, na czym polegały poprzednie edycje.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...